Wielkie kłamstwa Ameryki - Fragmenty - 3

Tamtego miesiąca worki pocztowe nie próżnowały. Siódmego sierpnia 1943 roku, na parę dni przedtem, zanim Wiley zwrócił się do prezydenta, dyrektor FBI otrzymał anonimowy list napisany po rosyjsku, w którym identyfikowano głównych oficerów NKWD działających pod przykrywką dyplomatyczną od Kanady przez Stany Zjednoczone po Meksyk. Wszystkie identyfikacje okazały się trafne. List prawidłowo wskazywał także Zubilina/Zarubina jako najwyższego ofi cera NKWD w Stanach Zjednoczonych, tak samo jak prawidłowo twierdził, że uczestniczył on w zbrodni katyńskiej, wówczas oczywiście oficjalnie przypisywanej Niemcom82. Wiemy już bez żadnej wątpliwości, że współprezydent Hopkins był świadom, iż Zubilin/Zarubin jest ofi- cerem sowieckiego wywiadu poszukującym amerykańskich tajemnic wojskowych. Czy wiedział także, że jest masowym mordercą?

Przeglądam dwa autorytatywne tomy biografi i Hopkinsa napisanej przez Roberta Sherwooda, mniej więcej lata 1939–1945, ale nie mogę znaleźć niczego o zbrodni katyńskiej, późniejszym dyplomatycznym wybuchu (Stalin) i gaszeniu ognia (Churchill i Roosevelt) wśród sojuszników. Natomiast w biografi i napisanej w 1987 roku przez McJimseya, który miał dostęp do dodatkowych dokumentów z prywatnych zbiorów dzieci Hopkinsa i innych, Katyniowi poświęcono jeden marny akapit, reakcję Hopkinsa zaś podsumowano w jednym zdaniu (wydestylowanym z dziennika Josepha Daviesa): „Rozgniewany tymi komplikacjami Hopkins uznał Polaków za wichrzycieli znajdujących się pod wpływem «polskich obszarników», którzy obawiali się, że ich majątki przepadną na rzecz Rosjan”. Dzięki Venonie wiemy, że Zarubin/Zubilin – ostrzeżony dzięki Hopkinsowi, który w maju 1943 roku przekazał dane z podsłuchu FBI ambasadzie sowieckiej – był jednym z głównych sprawców masowego morderstwa Polaków w Katyniu. To mrożące krew odkrycie wprowadza do pokoju nie tyle przysłowiowego słonia, ile rzeczywiste imperium zła.

Na szczęście przynajmniej jeden Amerykanin zareagował całkiem inaczej na tę przerażającą sprawę: George H. Earle. Earle, który pochodził z amerykańskiej arystokracji, wyleciał z Harvardu, był prawnikiem, baronem cukrowniczym, dyplomatą, graczem w polo i hodowcą psów – i zawadiaką, tak zwanym człowiekiem czynu. U boku Pershinga walczył z Pancho Villą, w I wojnie światowej zaciągnął się do sił morskich i otrzymał Krzyż Marynarki za dowodzenie ścigaczem okrętów podwodnych (własnym prywatnym jachtem), w okresie Nowego Ładu był gubernatorem Pensylwanii. Ponadto obraził w rozmowie Hitlera („Nie mam nic przeciwko Niemcom, po prostu pana nie lubię”), a w bułgarskiej kawiarni walnął w głowę hitlerowskiego oficera butelką szampana, gdy ten zbyt wymownie zaprotestował przeciwko zamówionej przez Earle’a piosence (Tipperary) 85. Nawet George H. Earle nie był w stanie przełamać moralnego paraliżu w sprawie Katynia, ale przynajmniej próbował.

Earle został specjalnym przedstawicielem FDR za granicą, a do Waszyngtonu powrócił w maju 1944 roku. Przywiózł ze sobą zbiór fotografi i i poświadczonych zeznań, które zgromadził w Europie, a które wskazywały na winę Sowietów w katyńskiej zbrodni. Zeznając w 1952 roku przed specjalną komisją Kongresu, powołaną do zbadania sprawy Katynia i przyczyn jej tuszowania, Earle opisał, jak przyjechał ze zbiorem dokumentacji o Katyniu na Union Station, gdzie powitał go stary przyjaciel, Joe Levy z „Th e New York Times”. Levy – zeznał Earle – powiedział mu, że przedstawienie FDR antysowieckiego raportu w sprawie Katynia będzie dlań oznaczało koniec kariery. Earle zacytował Kongresowi słowa Levy’ego: „George, nie wiesz, z czym się tam zetkniesz. Harry Hopkins całkowicie zdominował prezydenta, panuje tam «różowa» atmosfera”.

„Różowy”, nawiasem mówiąc, był modnym określeniem rzeczy prokomunistycznych i prosowieckich, ale „różowa” atmosfera była toksyczna dla tych, którzy mówili prawdę, a szczególnie dla ich karier. Earle się tym nie przejął. Tak samo jak Whittaker Chambers, który po raz pierwszy wystąpił jako świadek w 1939 roku, jak Sołżenicyn, wciąż walczący ku amerykańskim liniom na froncie wschodnim, jak major Jordan, pukający do drzwi w Waszyngtonie w styczniu tego samego roku, by podzielić się z władzami podejrzeniami co do lend-lease’u, jak Krawczenko, który właśnie przeszedł na drugą stronę i musiał się ukrywać, Earle chciał tylko pokazać prezydentowi zgromadzone dowody. Gdy do niego dotarł, razem z nim przejrzał fotografi e przez szkło powiększające. Przedstawił mu zaprzysiężone oświadczenia, jakie uzyskał od bułgarskiego Czerwonego Krzyża i źródeł wywodzących się spośród białych Rosjan.

Roosevelta to nie przekonało. Odrzucił wszystkie dowody. Earle powiedział później Kongresowi: „Oświadczył: «George, to całkowicie niemiecka propaganda i niemiecki spisek. Jestem absolutnie przekonany, że Rosjanie tego nie zrobili»”. Earle odparł, że jest dokładnie przeciwnego zdania: „Panie prezydencie, sądzę, że dowody są przytłaczające”.

Jak wcześniej Bullitt i Wiley, także i Earle przedstawił FDR opinię, że Sowieci zamierzają zagarnąć olbrzymie połacie Europy. Zeznał później, że oświadczył prezydentowi, iż zagrożenie ze strony Rosjan jest większe niż ze strony Niemców.

„Powiedziałem: «Panie prezydencie, ta rosyjska sytuacja bardzo mnie niepokoi. Uważam, że [Sowieci] stanowią wielkie zagrożenie, i uważam, że zrobili co w ich mocy, by oszukać naród amerykański w sprawie masakry w Katyniu, a także, przede wszystkim i co być może najważniejsze, za pośrednictwem tej okropnej książki Joego Daviesa Mission to Moscow, która przedstawia Stalina jako łaskawego Świętego Mikołaja. Nigdy się z tego nie otrząsnęliśmy, taki wywarła wpływ na naród amerykański»”.

Earle prawdopodobnie nie zdawał sobie sprawy, do jakiego stopnia obie wersje Mission to Moscow, książka z 1941 i film Warner Bros. z 1943 roku, były w bardzo konkretnym sensie dziełem Białego Domu, co opisałam wcześniej. „To przetrwa” – napisał FDR na własnym egzemplarzu. I przetrwało, przynajmniej w Białym Domu Roosevelta.

Audiencja Earle’a u FDR dobiegła końca. „Czułem się potem dość beznadziejnie – powiedział Earle. – W przedpokoju spotkałem sekretarza [Jamesa] Forrestala z marynarki i wdałem się z nim w rozmowę. Powiedział: «Mój Boże, to okropne. Zostaliśmy z tym całkiem sami. Rosja nie może zrobić nic złego. To absolutnie okropne». Dodał: «Zamykają oczy na całą tę sytuację»”. Forrestal zaproponował Earle’owi, by przyszedł do niego podyskutować o tej groźnej sytuacji w Białym Domu, ale Earle nigdy nie skorzystał z zaproszenia i – jak zeznał Kongresowi – później bardzo tego żałował. Forrestal popełnił samobójstwo w 1949 roku.

     (   |   2   |  3  |  4  | ... następna strona>>)