|
( 1 | 2 |
– Podobno
w lampce przy łóżku. I to nie wszystko. Odkąd przyjechałem, cały pałac
pełen był rozlicznych robotników, ale tego ranka wszyscy się ulotnili jak
dzieci, gdy zbiją szybę. Teraz mamy dziwnie wyglądającą służbę w białych
kurtkach. Jeden od lunchu już trzy razy polerował balustradę przed
drzwiami. Podejrzanie się zachowuje, tyle mogę powiedzieć.
– NKWD, ty
cholerny głupcze – mruknął Churchill, ostentacyjnie bębniąc palcami w
wannę, by narobić jeszcze więcej hałasu. – Zatem towarzysz Stalin jak
zwykle coś knuje. Nie miałem co do tego cienia wątpliwości. – Policzki
znów mu się zaróżowiły. – Gdzie, mówiłeś, jest ta pluskwa? Churchill ciężko ruszył w stronę łóżka. Nie dotykając lampki, przyjrzał się jej dokładnie. Początkowo niczego nie zauważył, wkrótce jednak dostrzegł dodatkowy kabel biegnący do otworu w listwie przyściennej, a po chwili uważnego wpatrywania się – także malutki mikrofon, ukryty w skomplikowanym wzorze liści na podstawie lampki. Odetchnął głęboko, uniósł lampkę, by zajrzeć od dołu, a następnie głośno odśpiewał kilka pierwszych taktów Rule Britannia, tak chrapliwie i fałszywie, że Sawyers aż się skrzywił. – Brytyjczycy nigdy, przenigdy nie zostaną niewolnikami! – krzyknął na użytek tego, kto go słuchał. A następnie wypuścił lampkę z rąk. Upadła na podłogę i rozbiła się w kawałeczki. – Cholera. Ale ze mnie niezdara. – Uśmiechnął się kwaśno do służącego. – No, Sawyers, mów. Skąd się o tym, do diabła, dowiedziałeś?
– Od
polskiego hydraulika. Powiedział, że potrzebuje naszej pomocy. ( 1 | 2 | |