(   |   2   |  3  |  4

Od sześćdziesięciu lat pojawienie się Churchilla w roli zbawcy Wielkiej Brytanii jest uważane za zdarzenie niemal z góry przesądzone. Jest on tak monumentalną postacią, tak zdecydowanie spycha innych z historycznej sceny i zajmuje miejsce w świetle reflektorów, że łatwo uwierzyć, jak rzeczywiście sądzi wielu ludzi, iż niemal w pojedynkę występował przeciw polityce ustępstw przed wojną i dlatego nieuchronnie musiał objąć władzę. żadne z tych założeń nie jest prawdziwe. Jak zauważył historyk Paul Addison, „patrząc na kryzys w maju 1940 roku z obecnego punktu widzenia, musimy podkreślić, że to «nieuchronne» zdarzenie wydawało się wówczas wyjątkowo mało prawdopodobne”.

Premier Neville Chamberlain dysponował ogromną większością parlamentarną. On i jego ludzie rządzili w Izbie Gmin, manipulowali parlamentem, podobnie jak prasą, tradycyjnie uważaną za instytucję patrzącą rządowi na ręce. Posługując się taktyką dobrze dziś znaną, Chamberlain i jego podwładni ograniczali dziennikarzom dostęp do Źródeł rządowych, nakłaniali BBC i dzienniki do popierania linii rządu i twierdzili, że krytycy ich polityki – w prasie i parlamencie – szkodzą interesom kraju.

Niepodważalna pozycja Chamberlaina sprawiała, że w swej dwuletniej walce buntownicy ponosili jedną porażkę za drugą. Walka z polityką ustępstw – zauważył jeden z nich – przypominała „walenie głową w mur”. Z podjęciem akcji musieli poczekać na poważną klęskę militarną. Gdy już do niej doszło, byli gotowi do działania. Niektórzy historycy twierdzą, że upadek Chamberlaina podczas debaty na temat Norwegii był wynikiem „politycznego spontanicznego samozapłonu w parlamencie”, lecz w rzeczywistości doprowadzili do niego buntownicy. „Bunt – jak zauważyła biografka Catherine Drinker Bowen – nie jest wynikiem nagłego zbiegu okoliczności”. Dysydenci z Partii Konserwatywnej domagali się przeprowadzenia debaty i nakłaniali Partię Pracy do zgłoszenia wniosku, który w efekcie stał się wotum nieufności wobec Chamberlaina. I to ich przywódca, dawniej bliski przyjaciel premiera, wygłosił jedną z najbardziej porywających mów w historii brytyjskiego parlamentu, którą przekonał wielu kolegów, że Chamberlain musi odejść.

W przeddzień inwazji Hitlera na Europę Zachodnią Izba Gmin, pod wpływem dysydentów, wystąpiła w roli strażnika demokracji i dokonała pierwszego ważnego kroku na drodze do zwycięstwa. Działania buntowników potwierdziły słuszność komentarza Ronalda Cartlanda, najmłodszego członka tej grupy, który póŹniej sam poniósł konsekwencje nieodpowiedniego przygotowania kraju do wojny.

„żaden rząd nie może zmienić ludzkich dusz – powiedział Cartland. – To dusze ludzi zmieniają rządy”.

Dziewięć miesięcy później znacznie ostrzej skrytykowano przemówienie Reagana z antysowieckimi fragmentami, których nie było w jego mowie z Westminsteru. Zwracając się do Krajowego Stowarzyszenia Ewangelików w Orlando na Florydzie, prezydent nazwał Związek Sowiecki „imperium zła” i „ogniskiem zła we współczesnym świecie”. Słuchacze przyjęli jego słowa owacją na stojąco i chóralnym śpiewem: „Naprzód, żołnierze Chrystusa”, ale komentatorzy znowu nie byli tak uprzejmi. „Prymitywne” – krzywił się Anthony Lewis w „New York Timesie”. Tom Wicker z tego samego dziennika przypisał prezydentowi „mentalność świętej wojny”. Henry Steele Commager, wybitny historyk amerykańskiej prezydentury, opisał wystąpienie jako „najgorszą mowę prezydencką w historii Ameryki”.

Większość krytyków przyjmowała założenie, że Reagan znowu chlapie ozorem. Takie filipiki nie miały żadnego znaczenia dla polityki amerykańskiej – uważali krytycy prezydenta – ponieważ żadnego znaczenia mieć nie mogły. Jeśli Stany Zjednoczone nie zamierzały wypowiedzieć Sowietom wojny – a w rzeczywistości prowadziły negocjacje rozbrojeniowe w Genewie – to ataki na legitymizację i samo istnienie Związku Sowieckiego były tylko retorycznymi ekscesami. A jeśli Sowieci byli dostatecznie głupi, żeby brać je na poważnie, to na dokładkę mogły okazać się niebezpieczne.

Jak się przekonamy, Sowieci brali je na poważnie. Tak samo zamknięci w gułagu dysydenci, którym dodały otuchy oznaki rzeczywistości przebijającej się do zachodniej dyplomacji. Obie strony miały rację, gdyż retoryka Reagana służyła poważnemu celowi. William Clark i pracownik Rady Bezpieczeństwa Narodowego, John Lenczowski, wysłali prezydentowi jednostronicowe memorandum, w którym stwierdzili między innymi: „Z punktu widzenia Sowietów mówienie prawdy o Związku Sowieckim stanowi zagrożenie dla ich wewnętrznego bezpieczeństwa – grozi wybuchem masowego oporu wobec ich ideologii, tak jak w Polsce”. To nie było nowe spostrzeżenie. Tacy uczeni jak Richard Pipes i Robert Conquest oraz przebywający na uchodźstwie dysydenci, jak Aleksander Sołżenicyn czy Władimir Bukowski, od lat przedstawiali podobne argumenty. Ich prace wywarły wpływ na Reagana, który już dawno mówił to samo w swych komentarzach radiowych. To był jednak pogląd mniejszości sowietologów i od lat pięćdziesiątych nie wywierał znaczącego wpływu na oficjalną politykę Stanów Zjednoczonych. Jako prezydent Reagan zaakceptował tezę Clarka i Lenczowskiego. W swych publicznych wystąpieniach mówił prawdę o Sowietach, spychając ich do ideologicznej defensywy.

Jeden z krytyków przemówienia Reagana w Westminsterze zrozumiał, do czego on dążył. Peter Jay – angielski ambasador w Stanach Zjednoczonych za czasów Cartera, były zięć Jima Callaghana i wpływowy komentator ekonomiczny – powiedział o Reaganie: „Wydaje się, że niemal wypowiada niemilitarną wojnę Związkowi Sowieckiemu”. Jeśli to przesada, to niewielka i wybaczalna. Reagan uważał idee, zasady i ideologię za front zimnej wojny, równie ważny jak gospodarczy, militarny i terytorialny. Do tej pory Sowieci regularnie atakowali moralność Zachodu – zarzucali mu rasizm, militaryzm, wyzysk, neokolonializm etc., etc. – natomiast Zachód nie odpowiadał. Reagan zaś zamierzał odtąd nazywać rzeczy po imieniu, a Związek Sowiecki był dla niego „imperium zła”.

 Copyright © for the Polish edition by A.M.F. Plus Group Sp. z o.o. 2008
Copyright © for the Polish translation by Piotr Amsterdamski 2008

     (   |   2   |  3  |  4